Antropopresja w Otomińskim Obszarze Chronionego Krajobrazu

Relacja ze spaceru z dr Michałem Bulińskim

Facebooktwitterpinterestmail

W ramach cyklu ekologicznego Polski Klub Ekologiczny, Wojewódzka i Miejska Biblioteka Publiczna w Gdańsku i Stowarzyszenie Przyjaciół Dzielnicy Kokoszki zorganizowali sobotę 5 października spacer z dr Michałem Bulińskim z geobotanikiem, czyli specjalistą od szaty roślinnej, a więc znawcą flory (ogółu roślin kwiatowych i paprotników danego terenu) oraz roślinności (zbiorowisk roślinnych). Tematem przewodnim była antropopresja, czyli oddziaływanie człowieka na przyrodę w Otomińskim Obszarze Chronionego Krajobrazu.

Mimo niezachęcającej pogody, w spacerze z Kiełpina Górnego do Lasu Otomińskiego (Lasu Sulmin) uczestniczyła grupa entuzjastów poznawania przyrody; ich zapał został wynagrodzony brakiem deszczu podczas wędrówki. Głównym tematem wyprawy były zagadnienia synantropizacji szaty roślinnej. Już na początku spaceru natrafiono na gatunki roślin introdukowane (wprowadzone) przez człowieka, które dziczeją i rozpowszechniają się w naszym kraju, podobnie jak w znacznej części Europy. Takim gatunkiem, oplatającym niektóre drzewa w Otominie, jest winobluszcz pięciolistkowy. Sadzony w Polsce od dawna, budzi na ogół miłe skojarzenia, z piękną pokrywą zielonego arrasu na murach budynków, przy których go sadzono, a jeszcze bardziej – bordową czerwienią jesiennych liści. Ostatnio coraz częściej pojawia się poza zabudową, także na skrajach lasów, a nawet wkraczając do zbiorowisk leśnych.

Po wejściu do lasu, z dorodnym drzewostanem bukowym, podziwiano przy jego skraju pomnikowy okaz buka, staraniem miejscowych działaczy objęty prawną ochroną, jako pomnik przyrody. Obok występuje jeszcze kilka drzew starszych i słusznych rozmiarów, również zasługujących na ochronę. Objęcie ochroną grupy drzew, występujących w skupieniu, jest ostatnio preferowane, z kilku względów, m.in. krajobrazowych, ale też lepszej żywotności okazów, które wyrosły obok siebie i mogą się kontaktować, wzmacniając wzajemnie swoją kondycję. Każde starsze, okazałe drzewo jest niezwykle cenne, nie tylko będąc producentem tlenu, ale też ze względów biocenotycznych, stanowiąc dom dla wielu organizmów. Są wśród nich zarówno zwierzęta korzystające ze schronienia (np. gniazdujące ptaki, niekiedy też ukrywające w dziuplach nietoperze), ale również liczne ksylobionty (zwierzęta żyjące w drewnie), w tym – ksylofagi (żywiące się drewnem). W tej grupie jest szereg gatunków owadów objętych ochroną gatunkową. Na pniach starszych drzew obecne są często porosty (czyli grzyby zlichenizowane), w tym również szereg gatunków objętych ochroną. Porosty nadrzewne, zaliczane do grupy porostów epifitycznych (występujących na powierzchni wieloletnich roślin, przede wszystkim drzew), są doskonałym bioindykatorem. Ze względu na swoją wrażliwość na zanieczyszczenia powietrza, ich skład gatunkowy i jakość plech wskazuje na stan powietrza w danej okolicy. W oparciu o tę wiedzę, sporządza się tzw. „mapy porostowe” miast, wykazujące rejony o zróżnicowanym zanieczyszczeniu powietrza (centra i dzielnice przemysłowe – tzw. „pustynie porostowe”).

W dalszym etapie spaceru przechodzono przez urozmaicony drzewostan, m.in. z udziałem świerka pospolitego. Jest to rodzimy dla flory Polski gatunek, jednak nie na całym obszarze kraju z natury występujący. Ze względu na preferowanie wilgotniejszego klimatu, jego zasięg w Polsce obejmuje obszar gór i wyżyn, a także rejon północno wschodniej Polski (dochodzi tu tzw. borealny zasięg świerka). Z racji szybkiego wzrostu i przydatności drewna m.in. do budownictwa, świerk był w przeszłości powszechnie sadzony. Być może sprzyjały temu przed stu laty bardziej wilgotne lata. Na dużych powierzchniach kraju, w tym szczególnie na Pomorzu, obecne są do dziś połacie lasu ze świerkowymi, nasadzonymi drzewostanami. Suche lata powodują osłabienie świerka, rosnącego poza swoim zasięgiem, co sprzyja rozwojowi na nim niektórych gatunków, uznawanych za szkodniki. Owadem wyspecjalizowanym w bytowaniu na świerku jest kornik drukarz. Obumierające z jego powodu świerki stanowią duże zmartwienie leśników, którzy starają się ograniczać rozprzestrzenianie kornika, poprzez pospieszne wycinanie zaatakowanych drzew. Chociaż świerk sam się odnawia (tj. obsiewa i podrasta, nawet do warstwy drzew) w wilgotniejszych partiach naszych lasów, nie powinien być obecnie sadzony poza swym naturalnym obszarem występowania. Mimo problemów z obumieraniem drzewostanów świerkowych, leśnicy wciąż przekonują, że zasięg tego drzewa może sięgać na Pomorze, a w takim razie można go tu sadzić.

Szereg gatunków drzew, entuzjastycznie sadzonych w przeszłości w lasach Europy, w tym – w Polsce, pochodzi z Ameryki Północnej. Jednym z nich jest dąb czerwony, którego dorosłe okazy, ale też siewki, spotkaliśmy podczas spaceru. Rośnie u nas szybko w dorodne drzewo, jego żołędzie są chętnie zjadane przez dziki, a dzięki buchtowaniu dzików w wielu miejscach polskich lasów odnawia się spontanicznie. Przez lata uprawy tego pięknego drzewa, zdobiącego np. niejeden park, okazało się, że szczególnie w zwartych jego nasadzeniach drastycznie zmienia siedlisko. Pod dębami czerwonymi zupełnie zanika runo, a dno lasu pokrywają jedynie słabo rozkładające się liście tego drzewa. Na siedliskach naszych żyźniejszych lasów, zamiast bogatego runa, z szeregiem gatunków bylin, jak m.in. konwalii, przylaszczki, gajowca, czy też krzewinek, jak borówki, pod dębami czerwonymi nie ma roślin. Ze względu na takie ubożenie leśnych ekosystemów, leśnicy wycofują się z wprowadzania zwartych nasadzeń tego gatunku, sadząc go ewentualnie na skraju drzewostanów, poboczach dróg lub stosując w niewielkiej domieszce. Pozostaje problem starszych okazów dębu czerwonego, które obficie owocując, przyczyniają się do spontanicznego pojawiania się licznych siewek i podrostu nowych osobników tego gatunku. Jego rozpowszechnianiu się w naszych lasach sprzyjają też sójki, roznoszące żołędzie, tak jak naszych rodzimych gatunków dębów.

Na skraju lasu, przy skrzyżowaniu leśnych dróg, napotkano krzew bzu koralowego. Ten górski gatunek od dawna był sadzony na niżu, a obecnie sam się odnawia, w miejscach gdzie był introdukowany. Pokrój krzewu i kształt liści (nieparzystopierzastozłożonych) bardzo przypomina pokrewny gatunek – bez czarny. Oba są azotolubne (nitrofilne), stąd chętnie pojawiają się na siedliskach żyznych lasów liściastych, gdy zostaną tam posadzone drzewa iglaste i przy zmianie warunków siedliska (m.in. kwasowości gleby) obficie uwalniają się związki azotowe. Gdy bez koralowy i bez czarny kwitną, to widoczne są istotne różnice pomiędzy tymi gatunkami (różnią się zresztą nawet czasem kwitnienia). Różnice dotyczą także owoców – bez czarny ma owoce czarne, cenione jako surowiec leczniczy i prozdrowotny (nie należy ich jednak spożywać na surowo), natomiast bez koralowy, zgodnie z nazwą, ma owoce koralowoczerwone. Gdy brak kwiatów i owoców, bez problemu rozpoznamy, z którym bzem mamy do czynienia. Wystarczy przełamać suchą gałązkę, żeby zobaczyć jej rdzeń: u bzu czarnego jest biały, zaś u koralowego – jasnobrązowy. Rdzeń z bzu czarnego bywa stosowany do ułatwienia cięcia materiału biologicznego (np. roślinnego), przy wykonywaniu preparatów mikroskopowych, do mikroskopu świetlnego.

W takcie przerwy w spacerze, obejrzano przykładowe publikacje, dotyczące synantropizacji szaty roślinnej, jak: „Słownik z zakresu synantropizacji szaty roślinnej” (B. Sudnik-Wójcikowska i B. Koźniewska), atlas z serii „Flora Polski” – „Rośliny synantropijne” (B. Sudnik-Wójcikowska), „Rośliny obcego pochodzenia w Polsce ze szczególnym uwzględnieniem gatunków inwazyjnych” (B. Tokarska-Guzik i in.). Szczególnie eksponowane ostatnio zagadnienie, z zakresu synantropizacji szaty roślinnej, dotyczy właśnie gatunków inwazyjnych, które w szybkim tempie rozpowszechniają się, nie tylko szkodząc w rodzimych fitocenozach, ale także przynosząc straty gospodarcze. Utworzono listę takich gatunków dla obszaru Unii Europejskiej, wskazanych nie tylko do zaprzestania ich introdukcji, ale także do czynnego zwalczania. Dla Polski jest również opracowana taka lista gatunków inwazyjnych roślin, których rozpowszechnianie się na naszych ziemiach powoduje największe problemy. Jeden z nich spotkano podczas wędrówki, pomiędzy dwoma fragmentami kompleksu leśnego, na poboczu drogi. Był to rdestowiec ostrokończysty, pochodzący z Azji, który jest obecnie pospolitym gatunkiem w kraju, wkraczającym już nie tylko do zbiorowisk ruderalnych, ale także naturalnych, szczególnie nad rzekami. Mimo, że jest rośliną miododajną, że jako bylina (roślina zielna, czyli niezdrewniała) może imponować wielkim przyrostem biomasy, przy corocznym odradzaniu się części nadziemnej z kłącza, to wymaga działań, dla ograniczania jej występowania.

Podczas całego październikowego spaceru, korzystając z faktu, że rośliny jeszcze nie poddały się jesiennemu przeobrażaniu przygotowującemu do zimy, bawiono się w powtórkę ze znajomości drzew, krzewów, krzewinek i roślin zielnych. Uczestnicy spaceru, w większości blisko zaprzyjaźnieni z przyrodą, dobrze rozpoznawali gatunki. Dla niektórych taksonów można było poznać ukryte cechy, pozwalające na rozpoznanie przynależności systematycznej, jak np. w przypadku trawy – śmiałka darniowego, z jego liśćmi jednostronnie szorstkimi, zebranymi w ciemnozielone kępy. Podziwiano szczegóły budowy wybranych gatunków, jak np. owoców grabu pospolitego, z trójklapowym skrzydełkiem, pozwalającym na wirowy lot, czy czarne, grube pąki jesionu pospolitego.

W trakcie całego spaceru po Lesie Otomińskim, Pani Maria Weber – główna organizatorka przyrodniczej peregrynacji, miała przygotowany okazały worek na odpady, tak jak chyba zawsze podczas swoich wędrówek po tym terenie. Uczestnicy spaceru, na czele z Panią Marią, zbierali napotkane po drodze, porzucone w lesie przez ludzi: puszki, butelki i inne, obce dla środowiska leśnego przedmioty, jakie tu pozostawiono. To czyszczenie lasu stanowi piękny przykład działań przeciwnych do bezmyślnego, wciąż powszechnego w naszym społeczeństwie odruchu porzucania rozmaitych odpadów – „śmieci” – w żywej przyrodzie. Większość takich odpadów nie ulega rozkładowi lecz zalega w leśnym runie, nie tylko szpecąc, ale też szkodząc biocenozie. W butelkach i puszkach, porzuconych w lesie, giną liczne zwierzęta, zwłaszcza owady. Słowa uznania dla Pani Marii, która swoją postawą daje dobry przykład serdecznego podejścia do przyrody, bez oglądania się na innych, włącznie z tymi którzy zaśmiecili las.

Oto kilka wspomnień ze spaceru na fotografiach:

 

71187851_2397318163868853_1765136867512025088_n 72217580_2397318813868788_1662449400670060544_n 72354804_2397318367202166_1604062923758501888_n 72418493_2397318583868811_909997664718815232_n 72485659_2397318723868797_7241154594351349760_n 73240998_2397317990535537_293662509053771776_n
<
>

Poniżej przedstawiamy ulotkę promocyjną – informującą o wycieczce rowerowej

O kolejnych wydarzeniach informować będziemy na bieżąco!
Zapraszamy gorąco!

Projekt „Deszcz to wiele kropel – codzienne działania na rzecz ochrony bioróżnorodności i zapobiegania skutkom zmian klimatu” jest realizowany przez Polski Klub Ekologiczny – Okręg Wschodnio-Pomorski dzięki dofinansowaniu ze środków Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Gdańsku

Facebooktwitterpinterestmail

Dodaj komentarz