Kwietne łąki zamiast strzyżonych trawników

Ewa Podlesińska

Facebooktwitterpinterestmail

Proste wiejskie domki, błotniste drogi i kolorowe łąki to moje wspomnienia z wczesnego dzieciństwa. Mieszkaliśmy w małym miasteczku, więc  pobliska wieś, w której moi dziadkowie mieli  zagrodę, była  miejscem radosnych wakacji, wypoczynku i największej atrakcji – udziału w  żniwach. Do dziś mam w pamięci wczesne, słoneczne poranki, nieutwardzane drogi, a po deszczu kałuże, w których można było biegać boso i do woli.

Wiejskie klimaty (otrzymana w spadku po dziadku kopia obrazu Christiana Jensena)

Teraz, kiedy koronawirus spowodował powrót do spokojnego, wiejskiego życia – powróciły tamte podwórkowe obrazki z gospodarstwa mojego dziadka:

– studnia stanowiąca źródło dobrej, zdrowej wody pitnej;

– deszczówka niezbędna do celów gospodarczych, zbierana z rynien do beczek,

– piwniczki, ziemianki, przechowalnie – niezbędne do trzymania w chłodzie żywności;

– obornik jako naturalny nawóz wywożony na pola;

I najpiękniejsze na świecie łąki pachnące, pełne kwiatów, ziół, siedliska motyli, pszczół i brzęczących trzmieli i innych zapylaczy. Pasieka była zawsze w pobliżu kwitnących roślin i sadów. Roje pszczół, były oczkiem w głowie dziadka, a dla mnie najsłodszym wydarzeniem – miodobranie. Wiejską zagrodę cechowało gospodarowanie w obiegu zamkniętym. To było naturalne, choć wtedy nikt się nad tym nie zastanawiał. Gospodarowano, przyjmując rozwiązania najbardziej racjonalne.

Teraz, po kilkudziesięciu latach postępu technicznego; intensywnej, przemysłowej eksploatacji zasobów środowiska i równoległym, trzykrotnym wzroście liczebności populacji ludzkiej – stało się coś, w co nie wszyscy jeszcze mogą uwierzyć. Groźne zmiany klimatyczne, ocieplenie, zmieniające warunki życia na ziemi, a to wszystko z powodu nieprzemyślanej działalności człowieka.

W obliczu pandemii, która opanowała świat, powoli zaczyna świtać myśl, że każdy z nas musi zmieniać sposób myślenia i dostosować swoje zachowania do warunków jakie dyktuje przyroda. Te zasady trzeba znać bezwarunkowo, szanować; rozumieć i przestrzegać ich przez całe życie.

Mniszek lekarski należy do roślin inwazyjnych, ale pięknych, zarówno w czasie kwitnienia jak i rozsiewania białych dmuchawców przez wiatr po całej łące

Jakie to szczęście, że do wybetonowanych miast, w miejsce strzyżonych trawników zaczęły powracać kolorowe łąki…To nie tylko poprawianie estetyki osiedli. To coś więcej niż oszczędności z tytułu zmniejszenia wydatków na utrzymania trawników. To nasz wkład w ratowanie środowiska:

  • ograniczenie zanikania bioróżnorodności (roślin, owadów, ptaków i zwierząt);
  • łagodzenie skutków suszy, wzmacnianie ekosystemów przez sąsiedztwo roślin;
  • zmniejszanie ilości zanieczyszczeń, redukowanie emisji CO2, i ich wpływu na zdrowie;
  • redukcja kosztów utrzymania zieleni, stwarzanie warunków zapylaczom do produkcji miodu;
  • edukacja, rekreacja, dostrzeganie zmian roślinności wraz ze zmianami klimatu;
  • obserwacje żyjących wokół nas, często niezauważanych owadów, zwierząt, roślin;

Kwietne łąki dają miastom radość

 

Miasta oddychają zielenią

Zastępując monotonny „dobrze” utrzymywany trawnik urozmaiconą, pachnącą, kolorową łąką – oszczędzamy czas, pieniądze, wodę. Miasta oddychające zielenią, mają zdrowsze powietrze, poprawiają samopoczucie mieszkańców. Dlatego łąki pojawiają się coraz częściej w Europie. Zakładane są i u nas, w dzielnicach wielu naszych miast (Warszawy, Krakowa, Wrocławia, Poznania, Gdańska). Można je spotkać również w mniejszych miasteczkach, a nawet w wiejskich zagrodach. Można nimi ożywiać nieużytki, dzikie parkingi, drogi, skarpy i inne zaniedbane miejsca.

Początki naszej kwietnej łąki

Pierwsze koty za płoty! Zbieramy opinie.

Stokrotki czują się dobrze na każdej łące, trawniku na wsi i w mieście, chętnie rosną też przy drogach gruntowych i asfaltowych

Władze dużych miast, radni dzielnic, a także osoby kochające przyrodę oceniają kwietne łąki  pozytywnie, choć przyznają, że nie zawsze wszystko się udaje, bo brak doświadczenia w pielęgnowaniu  takiej zieleni, a łąki to nie to co tereny całkiem puszczone w samopas.

Mieszkańcy miast mają często krytyczne opinie. Można to znaleźć we wpisach internetowych: „to nie łąki, tylko zarośla”; ”to wylęgarnia komarów”; „busz zasłaniający kierowcom widok drogi”; „wysokie badyle”; ”zamiast zadbanej roślinności – uschnięta trawa, wysokie na ponad metr pokrzywy i osty”.

–  Gdański Zarząd Dróg i Zieleni zachęca Rady Dzielnic do współpracy przy typowaniu miejsc i współfinansowaniu pielęgnacji łąk informując – „łąki kwietne nie powstają z niekoszonych trawników, nie są to tereny bezobsługowe. Koszt ich założenia można porównać do kosztu założenia trawnika, ale ich utrzymanie jest tańsze. Aby taka łąka powstała, należy zlikwidować trawnik, oczyścić podłoże, niekiedy uzupełnić ziemią urodzajną, a następnie wysiać specjalnie wyselekcjonowaną mieszankę nasion. Rośliny łąkowe mają znacznie dłuższe korzenie przez co nie wymagają podlewania. Nie wymagają również nawożenia i częstego koszenia, bowiem łąki kwietne kosi się zaledwie dwa razy w sezonie, a gdy jest susza to tylko raz”.

W sytuacji aktualnych zagrożeń, każdy z nas powinien zrobić coś dobrego dla Ziemi.

Polski Klub Ekologiczny zachęca do uruchomienia kreatywności. Będziemy nadal zamieszczać na portalu dobre pomysły i przemyślenia,  w jaki sposób zadbać o Planetę. Zapraszamy też gości do EkoAgory prowadzącej edukację, wymianę poglądów, konkursy. Prosimy też o przekazywanie własnych doświadczeń i „pomysłów na dobre życie”; bo każdy z nas może coś zrobić, aby przeciwdziałać niekorzystnym zmianom klimatu…bo dobre życie, to wnoszenie własnej cząstki dobrego działania do ogólnej puli życia na Ziemi.

Na niekoszonych łąkach dobrze czują się niskie rośliny inwazyjne, które często wypierają trawę, tkając własny kwiatowy kobierzec.

My też na naszej wiejskiej posesji wprowadzamy zmiany

Nasza kwietna łąka powstaje powoli

Trawnik koszony od wielu lat kosiarką spalinową zamieniamy w łąkę kwietną. Zamiast spalin i hałasu kosiarki słychać już brzęczenia trzmieli. Budujemy domki dla zapylaczy. Może w przyszłości uda nam się założyć własna pasiekę. Nasza kwietna łąka powstaje powoli, uczymy się i pracujemy nad własną koncepcją.

Nie niszczymy dobrze ukorzenionej przez dziesięciolecie trawy, robimy wsiewki. Kosić będziemy po wysypaniu się nasion z kwiatów, które będą kwitły pewnie do jesieni. Nie próbujemy nawet kopać, bo robią to za nas krety. Wygładzając ziemię na spulchnionych kretowiskach siejemy nasiona (facelii, kolendry, kminku, maków, gryki, chabrów), sadzimy sadzonki kwitnących dzikich roślin. Pojawiają się też samorzutnie nowe rośliny, być może przynoszone przez wiatr i zwierzęta. Tak rozsypały się na łące kwitnące stokrotki i mniszek lekarski. W ubiegłym roku niespodziewanie wyrosły wielkie jak piłki, białe purchawki jadalne. W tym roku też już pokazała się pierwsza. Uczymy się nazw i zastosowań naszych jadalnych łąkowych roślin. Mamy już mnóstwo krwawnika, mniszka lekarskiego, malwy, pokrzyw, szczawiu i podagrycznika.

Mamy już też najprostszą małą retencję z pompą do podlewania
Mirabelka samosiejka

Mirabelka wyrosła taka wielka nie wiadomo jak i kiedy. Kwitnie pięknie i niezawodnie, obficie owocuje. Więc mamy przynoszącą cień i żółte owoce samosiejkę, z których robimy przetwory na zimę. Jej gęste gałęzie to schronienie dla ptaków, które codziennie budzą nas śpiewem. Pieczemy chleb, smażymy marchewkowe placuszki, pijemy herbatę z suszonych lipowych kwiatów lub drobnych, białych kwiatuszków czarnego bzu. Cieszy nas rosnąca samowystarczalność, a do sklepu chodzimy coraz rzadziej.  Codzienne obcowanie z przyrodą daje radość, poprawia samopoczucie, zwiększa wytwarzanie w organizmie endorfin, stanowi rodzaj terapii zwany hortiterapią.

I prowokuje do przemyśleń – dlaczego żyjąc na tak pięknej, jedynej na świecie, hojnej Ziemi, tak mało o niej wiemy, niewiele się o niej uczymy i bardzo ją niszczymy.

Tam, gdzie nas Bóg posiał, trzeba umieć zakwitnąć”

 

– Tak powiedział Św. Franciszek Salezy.

Obecne łąki najczęściej są zaplanowanym działaniem ludzi. Są dwa podstawowe rodzaje łąk:

  • Łąki uprawiane intensywnie – zakłada się na żyznych glebach, nawadnia, nawozi, opryskuje pestycydami. Wielokrotne koszenie w ciągu roku powoduje bujniejszy wzrost traw. Nazywane są łąkami kośnymi, a skoszona trawa jest zużywana na paszę. Stają się pastwiskami, jeśli bezpośrednio pasie się na nich bydło.
  • Łąki uprawiane ekstensywnie – zakłada się na niezbyt żyznych glebach, nie nawozi się, kosi się raz – dwa razy do roku co powoduje obfitość roślin, zagłuszających trawę. Wyglądają ciekawie, kolorowo, choć dają znacznie mniej masy zielonej na paszę. Pojawia się tu wiele owadów zwanych zapylaczami, a także różnych gatunków motyli poszukujących pyłku, nektaru, przez cały okres kwitnienia aż do przekwitnięcia kwiatów. Przy takich łąkach warto zakładać pasieki, co już jest praktykowane nawet w mieście.

Jak założyć kwietny trawnik?

Przykładowa instrukcja z pudełka z ziarnami trawy i kwiatów łąkowych

  • Podłoże: Gleba oczyszczona z kamieni i chwastów – przekopana, rozkruszona, przegrabiona, lekko wywalcowana, nawilżona.
  • Nasiona: – 1kg/50m, wysiew ręczny lub siewnikiem, przyciśnięcie walcem, w okresie wschodów – stała wilgotność podłoża, mały strumień, żeby nie wypłukiwać nasion.
  • Pielęgnacja: – podlewanie – po wysiewie lub w czasie suszy, koszenie 1 lub 2 razy w roku. (pierwsze nie wcześniej niż w czerwcu po kwitnieniu, drugie po osypaniu się nasion).
Facebooktwitterpinterestmail

Dodaj komentarz