Noworoczne przemyślenia Borsuka

Facebooktwitterpinterestmail

Władimir Sołouchin w swojej książce p.t. „Zielsko” napisał: „Oglądam właśnie ilustracje, zawarte w książce Dorsta „Zanim zginie przyroda”. Na jednym z obrazków jadący pociągiem ludzie strzelają do bizonów. Tysiące zwłok zabitych zwierząt pozostaną w stepie i będą ulegały rozkładowi, gdyż ludziom potrzebne są jedynie skóry bizonów. Pędzący pociąg ostrzeliwuje oszalałe stado, dopóki ludziom starcza naboi lub dopóki żywe jest choć jedno zwierzę.

Inny obrazek: legowisko fok. Ludzie chodzą pośród bezbronnych zwierząt i uśmiercają je, waląc kijami. Mordowanie trwa, dopóki starcza ludziom sił lub dopóki są jeszcze żywe foki. Zadanie polega na tym, by zabić jak najwięcej, jak najwięcej schwytać.

Zabijajcie, dopóki starczy naboi, zabijajcie, dopóki żywe stworzenie jest zasięgu wzroku, dopóki się rusza, zabijajcie, skoro można zabić, a do kieszeni wsunąć zimny, gładki krążek złota!

Tak, choć nie jest przyjemnie uświadomić to sobie, jednak pozostaje faktem, że zasadniczym bodźcem, który pchnął człowieka na tak zwaną drogę postępu technicznego, była nigdy nie zaspokojona, nienasycona zachłanność”.

Tyle Władimir Sołouchin. Tę zachłanność ja nazywam chciwością, czyli gromadzenie wszelakich dóbr materialnych ponad własne istotne życiowe potrzeby, często kosztem innych osób.

W gronie osób krytykujących chciwość znalazł się także współzałożyciel skansenu we Wdzy­dzach Kiszewskich – Izydor Gulgowski. W swojej książce poświęconej Kaszubom autor napisał: „Niestety, przed wojną światową, zwłaszcza przy separacji, wyniszczono dużo prywatnych lasów. Gdzie przed 50 laty szumiały ogromne chojary, dziś są pustki. […]. Lecz za to po wojnie (od r. 1922) rozpoczęły się prawdziwe orgje handlem lasów. Gdzie przedtem głucha cisza panowała, gdzie nigdy turysta się nie zabłąkał, gdzie drogi piaszczyste tylko „bose wozy”[1] znały, tam huczą dziś samochody, rozlega się głuche uderzenie siekiery lub zgrzyt tartaków. Handlarze drzewa zakupują wszystko, co tylko zwie się lasem, młode gaje, niedorosłe tyczki. Miljony, owe fantastyczne cyfry, bez żadnej realnej wartości, oślepiły gospodarza kaszubskiego. Dopiero po czasie przyjdzie do przekonania, że wydał złoto a odebrał papier[2]”.

Wypisz-wymaluj obecna sytuacja dotycząca gospodarki leśnej w Trójmiejskim Parku Kraj­obrazowym (TPK). Światli przedstawiciele społeczeństwa wielokrotnie postulowali o opamiętanie i nie podnoszenie etatu rębnego tudzież zaprzestania wycinki drzewostanów w ogóle. Powoływali się przy tym na Uchwałę Sejmiku Województwa Pomorskiego z 2011 r. Dokument ten wskazywał na potrzebę ochrony ekosystemów lasów należących do TPK poprzez zachowanie bogactwa szaty roślinnej oraz renaturalizację zbiorowisk leśnych i utrzymanie różnorodności siedlisk i mikrosiedlisk. Co z tego zastało uwzględnione w najnowszym Planie Urządzania Lasu? Odpowiedź jest jednoznaczna – NIC! Po prostu owa gospodarka nie zajmuje się ochroną środowiska leśnego. A przy tym członkowie Nadleśnictwa Gdańsk kpią sobie z ludzi, przekazując informacje niedorzeczne i dalekie od prawdy. Twierdzą, że tzw. obrońcy lasu posłu­gują się li tylko emocjami i nie posiadają rzekomej wiedzy, jaką dysponują leśnicy.

Zastanawiałem się co powoduje, że owi panowie są głusi na społeczny głos i doszedłem do przekonania, że jest to CHCIWOŚĆ lub jak twierdzi W. Sołouchin zachłanność. Można wycinać mniej drzew, można pozostawiać pewne fragmenty lasu naturze, można korzystać z badań przyrodników dla lepszej ochrony biocenozy lasu, można ustanawiać więcej obszarów chronionych, np. rezerwatów przy­rody, można powoływać nowe pomniki przyrody itd. Dlaczego gospodarz lasu tego nie czyni? Bo powoduje nim… chciwość.

Jak widać na przestrzeni czasowej został dokonany postęp techniczny w gospodarce leśnej. Do lamusa poszła trakcja konna, nie ma już „bosych wozów”, tradycyjne piły zastąpiono tymi mecha­nicznymi. Ale pozostała dawna mentalność, o której pisał W. Sołouchin oraz I. Gulgowski – nadal obecna jest ludzka chciwość. Chciwość, która powoduje dewastację ekosystemów TPK, pozbawianie ludzi możliwości bytowania w prawdziwym, bogatym przyrodniczo lesie, a nie jego namiastce – w uprawach leśnych.

Obecnie naczelnym zadaniem państwa powinno być dbanie o zasobność przyrodniczą Polski, nie zaś o zasobność kieszeni wybranych grup społecznych. Najwyższy czas, bo zmiany klimatyczne postępują nieuchronnie. Przeciwstawić się temu zjawisku można nie tylko glo­balnie, ale także regionalnie. Dlatego potrzeba nam jak najwięcej prawdziwych, starych i przyrodniczo boga­tych lasów, nie zaś wspomnianych upraw, wzorowanych na polach buraków.

 

Borsuk

[1] Bez stalowych obręczy na kołach

[2] Oryginalna pisownia sprzed II wojny światowej; Gulgowski I., Kaszubi, Nakładem Księgarni Geograficznej „Orbis”, Kraków-Dębniki 1924.

Facebooktwitterpinterestmail

Dodaj komentarz