Obywatele w służbie nauki

Grażyna Niedoszytko

Facebooktwitterpinterestmail

Ludzie od wieków obserwują i starają się lepiej poznać otaczający ich świat. Dla jednych ta czynność staje się zawodem, dla drugich pozostaje ciekawym hobby, formą spędzania czasu wolnego.

Współudział w badaniach naukowych tej drugiej grupy zwany jest nauką obywatelską (z ang. citizen science) i wydaje się, że może mieć nie tylko wpływ na wygląd współczesnej nauki, ale też budować świadomość ekologiczną naszego społeczeństwa. Ale od początku.

Udział wolontariuszy w badaniach nie jest wymysłem współczesności. Często podawanym przykładem tego jest „Bożonarodzeniowe Liczenie Ptaków”, organizowane w Stanach Zjednoczonych już od początków XX wieku. Kilka czynników sprawiło jednak, że zaangażowanie hobbystów w badania naukowe jest dziś o wiele bardziej powszechne niż jeszcze dwadzieścia lat temu.

Najważniejszym determinantem wpływającym na rosnącą popularność korzystania z pomocy nie-profesjonalistów w prowadzeniu badań naukowych jest niewątpliwie rozwój technologiczny, który dał nam dostęp do narzędzi umożliwiających gromadzenie i przesyłanie informacji. Smartfony, komputery oraz szeroki dostęp do Internetu, pozwalają oddać w ręce hobbystów żmudne oraz czasochłonne części procesu badawczego, takie jak zbieranie danych, czy ich wstępna analiza. Naukowcy coraz chętniej przekonują się, że korzystanie z pracy wolontariuszy pozwala na rozszerzenie zakresu badań. Z ich punktu widzenia, obywatele stanowią bezpłatną pomoc, wkładając jednocześnie w swoją pracę tyle samo, jeśli nie więcej, zaangażowania, pasji i energii, co etatowi badacze. Pobieranie prób, wykonywanie pomiarów, czy prowadzenie dokumentacji fotograficznej w miejscach oddalonych od laboratoriów o dziesiątki tysięcy kilometrów, jeszcze nigdy nie było takie proste.

W rosnącej popularności nauki obywatelskiej nie można marginalizować roli instytucji finansujących badania naukowe, które coraz częściej dopuszczenie obywateli do procesu badawczego nazywają cennym, a niekiedy nawet obligatoryjnym dla pozyskania środków.

Współpraca na linii hobbysta-profesjonalista może przebiegać w rozmaity sposób i angażować uczestników w różnym stopniu. Dla nie-badaczy udział w projektach naukowych to sposób na nietuzinkowe spędzanie wolnego czasu. Możliwość zrobienia czegoś, co da nam poczucie współuczestniczenia w tworzeniu czegoś ważnego dla ogółu. Udział w tego typu projektach ma niesamowity potencjał poszerzania wiedzy, lepszego poznawania otaczającego świata. To zupełnie nowy poziom edukacji, angażujący, jak żadne inne wykłady czy warsztaty, Możliwość współtworzenia realnych badań daje poczucie niesamowitej satysfakcji. Zaproszenie obywateli do prowadzenia badań pomaga też pokazać jak ważna dla rozwoju cywilizacji jest działalność naukowa, jest to więc forma promocji pracy środowiska akademickiego. To też pomoc w odczarowaniu błędnego obrazu naukowca, który stworzyła popkultura.

Pobieranie próbek wody z morza przez obywateli

Ponadto uczy współpracy, systematyczności, odpowiedzialności za własne czyny. Jest przy tym sposobem na przemycania wiedzy i poszerzania świadomości, daleką od tego ciężkiego poczucia ‘wkuwania’, kojarzonego z systemem edukacji.

Osoby sceptycznie podchodzące do dopuszczania nie-profesjonalistów do współudziału w badaniach naukowych wysnuwają argument, iż badania z udziałem wolontariuszy są obarczone większym błędem od badań prowadzonych wyłącznie przez naukowców. To prawda. Jednak odpowiednie zaplanowanie eksperymentu, przeszkolenie uczestników oraz odpowiednio sprawowana nad nimi piecza pozwala te błędy zminimalizować. A walor edukacyjny takich projektów jest w porównaniu do tych hipotetycznych błędów niewspółmiernie duży.

 

Strony warte odwiedzenia:

Europejskie Stowarzyszenie Nauki Obywatelskiej: goo.gl/38B2fD

Komisja Europejska o Nauce Obywatelskiej: goo.gl/c1Pntm

Facebooktwitterpinterestmail

Dodaj komentarz